W mojej czytelniczej karierze zazwyczaj trzymam się
klasycznego high fantasy, jednak w ostatnich latach takie tytuły jak Legendy
i Latte czy Elryk z Melnibone zaczęły rozszerzać moje horyzontyw
różne strony. Z tego powodu ochoczo zabrałem się do lektury przedstawiciela
dark fantasy z naszego rodzimego podwórka, czyli Gorath. Uderz pierwszy.
Jest to debiutancka powieść Janusza Stankiewicza,
otwierająca dostępną od kilku rat na rynku trylogię, opowiadająca o dość
pokręconych losach szemranego półorka Goratha. W najbliższym czasie natomiast
na półki księgarń ma trafić także czwarta, finałowa część tej opowieści.

W powyższym tomie śledzimy losy zabijaki kryjącego się przed
prawem pod fałszywym imieniem, jednak jak nietrudno się domyślić – dość szybko
zostaje złapanym i otrzymuje propozycję z gatunku tych, którym się nie odmawia.
W zamian za wymazanie wszystkich występków i kar musi tylko przeniknąć w
szeregi Nocnych Cieni – grupy płatnych zabójców, których działania nie
współgrająz interesem Władców Imperium. Brzmi jak proste zadanie do wykonania,
prawda? Nic bardziej mylnego, z każdym krokiem w głąb zadania zaczynają dopadać
go coraz większe wątpliwości na temat celu zadania, coraz trudniej jest mu
odróżnić przyjaciół od wrogów, a magiczny tatuaż pająka, sugeruje, że
wystawienie obecnych towarzyszy broni będzie należeć do nieco trudniejszych
zadań.
Na pewno warto zwrócić uwagę, na to, jak autor, kreuje
postać głównego bohatera. Nie mamy bowiem do czynienia z klasycznym herosem, a
raczej antybohaterem z własnym kodeksem moralnym. W jednej chwili bez skrupułów
morduje swój cel, by zwrócić na siebie uwagę tajemniczej organizacji, by nieco
później, już w jej szeregach oddawać się rozterką nad niewinnymi, którym
obiecał przeżycie, a których żywot został przedwcześnie zakończony przez
towarzyszy półorka. Całkiem ciekawie został także przedstawiony aspekt polityki,
która z jednej strony opiera się na często używanych schematach, jednak dzięki
sprytnie zaplanowanym i przeprowadzonym zwrotom akcji jako czytelnicy nie
możemy być do końca pewni tego, co czeka na nas w kolejnych rozdziałach. Bardzo
spodobał mi się także sposób prowadzenia postaci głównego bohatera. Mimo że na
pierwszy rzut oka mamy do czynienia z zabijaką
i awanturnikiem to pod tą grubą
skórą skrywa się całkiem wrażliwa i inteligentna osoba. Nie znajdziemy tu
bezmyślnego idealizowania jego czynów, a mimo tego, że krew wielu zmarłych
splamiła jego ręce, wewnętrzny kompas nierzadko podpowiada mu, że kolejne
zadania, przed którymi staje zaczynają przekraczać jego granice, co z czasem
wywołuje u niego wewnętrzne konflikty i pytania, po czyjej stronie tak naprawdę
stoi. Natomiast dzięki doświadczeniu zdobytemu na polu walki bardzo szybko
staje się jednym z najważniejszych członków Cieni.
Łatwo zauważyć też, że Autor nie wstydzi się od czasu do
czasu wybrać na wycieczkę do innych dzieł
i co nieco od nich zapożyczyć. Na
swojej drodze Gorath spotyka władcę-renegata Kratosa, jego elfi przyjaciel
pływa Vingilotem (czytelnicy Silmarillionu powinni docenić), a jednym z
kluczowych punktów przygody półorka jest skok wiary.

Niestety natłok różnorodnych pomysłów sprawił, że Gorath
prowadzony jest w szalonym tempie, czasem pomijając wydarzenia, które z punktu
widzenia czytelnika mogłyby być interesujące. Podczas swojej lektury zwróciłem
także uwagę na dość powierzchowny worldbuilding. Świat przedstawiony posiada
potencjał i ciekawy fundament, jednak intensywna akcja sprawia, że autor
poświęca znacznie więcej miejsca samej akcji niż rozwijaniu historii krain,
kultur czy politycznych zależności. Opisujący tylko elementy niezbędne dla
fabuły, przez co świat przypomina bardziej liniową grę niż piaskownicę, w
której mogą zderzać się różne idee. W efekcie uniwersum bywa odbierane jako tło
dla wydarzeń,a nie pełnoprawny element opowieści. Niestety część bohaterów
drugoplanowych została potraktowana zbyt pobieżnie i nie otrzymuje
wystarczającej głębi, przez co momentami bardziej przypominają statyczne tło.
Mimo ponownego wydania tego tytułu przez mechanizmy wydawnictwa przedarły się
pojedyncze błędy w formatowaniu, a autor, zamiast odróżniać łuczników od
kuszników, z uporem maniaka wrzuca ich do wspólnego worka strzelców.
Mimo wszystko Gorath. Uderz pierwszy to całkiem udany
debiut Janusza Stankiewicza, który pokazuje, że polskie dark fantasy wciąż
potrafi pozytywnie zaskoczyć. Największą siłą książki jest charyzmatyczny,
niejednoznaczny bohater oraz dynamiczna, brutalna historia pełna intryg i
moralnych dylematów. Mimo problemów z pogłębieniem świata przedstawionego i
części postaci drugoplanowych powieść skutecznie wciąga i pozostawia ochotę na
więcej. To fantasy nastawione przede wszystkim na akcję, klimat i emocje, a nie
monumentalne lore i chyba w tej formule sprawdza się najlepiej.
[Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi].
Komentarze
Prześlij komentarz