Wrona z Madenfal ¬– opinia o książce – Witaj w świecie pełnym chaosu
Gjaladen od setek lat jest odcięty od reszty świata przez magiczne Mgławice. Nie tylko skutecznie uniemożliwiają wszelkie próby dalekich podróży, ale także pochłaniają wszelkich śmiałków, a gdy dotkną lądu, kształtują wszystko na nowo, wypaczając zwierzęta, rodząc potwory i zaburzając pory roku. W tym mrocznym świecie dorasta Hjalkan – młodzieniec pełen ciekawości oraz gniewu i nieufności – jeden z bohaterów Wrony z Madenfal.
Jest to debiutancka książka Przemka Osowskiego, będąca przedstawicielem mroczniejszej gałęzi literatury fantastycznej – dark fantasy, którą autor wydał w self-publishingu.
To właśnie w szeregi tej formacji po polowaniu na potwory w
pierwszym rozdziale wstąpił Hjalkan. Dla
ludu znany był jako Tropiciel – jeden z najlepszych spośród najlepszych.
Trafienie do stolicy spowodowało jednak, że trafił on w środek gry o tron, choć
jego zainteresowania skupiały się raczej wokół Mgławic i zrodzonych przez nie
potworów. Nawiązanie do kultowej sagi G.R.R. Martina jest w tym miejscu
nieprzypadkowe, bo sam autor w treści książki, prawdopodobnie całkiem świadomie
użył tego sformułowania. Drugą warstwą tego powiązania są natomiast intrygi
polityczne, których Osowski nam w swoim debiucie zdecydowanie nie poskąpił.
Niczym w Pieśni Lodu i Ognia wraz z narratorem i bohaterami śledzimy,
jak z pozoru posłuszne rody zaczynają planować wystąpienie przeciwko królowi, a
wychodzące na jaw informacje powodują, że pod koniec książki cały kontynent
zaczyna wręcz wrzeć.
Książka cechuje się przede wszystkim dość mrocznym klimatem,
a wspomniane przeze mnie Mgławice sprawiają, że wypaczona maga sprawia
wrażenie, jakby oblepiała cały kontynent swoją mgła i dusiła jego mieszkańców,
mimo że tego nie czują. W końcu fizyczna manifestacja jest daleko od ich
uroczych, przytulnych domków, prawda? W tym wszystkim znajdziemy także masę
innych inspiracji, na czele z mitologią słowiańską. Wspominałem bowiem, o tym,
że panująca dynastia starała się wykorzenić wierzenia w dawne bóstwa. Okazuje
się, że chodziło przede wszystkim o Peruna i Welesa, stanowiące kluczowe
postacie we wspomnianym panteonie.
Bardzo przypadł mi do gustu także bardzo poetycki sposób, w
jaki autor opisywał mutacje zwierząt, przemieniających się w potwory pod
wpływem kontaktu z Mgławicami. Przywodził mi on na myśl sposób, w jaki mutował
świat stykający się z Chaosem pod koniec Zwiastuna Burz Moorcocka. Na
pochwałę zasługuje także drobny fragment, w którym jeden z epizodycznych
bohaterów opowiada o tym, jak nałóg alkoholizmu trzyma go w swoich objęciach,
co stanowi całkiem ciekawe i trafne studium problemu, który toczy praktycznie każde
społeczeństwo, także to fantastyczne.
Z drugiej strony mamy jednak do czynienia z nieco chaotyczną
historią, w której fabuła została rozbita między wielu bohaterów, a część
wątków sprawia wrażenie dopiero zarysowanych pod kolejne tomy. Momentami trudno
odnaleźć się w politycznych zależnościach oraz motywacjach poszczególnych
postaci, szczególnie że autor nie prowadzi czytelnika za rękę i bardzo szybko
wrzuca go w sam środek wydarzeń. W połączeniu z cięższym, literackim stylem
narracji powoduje to, że książka potrafi być wymagająca i chwilami traci tempo.
Niektórym może przeszkadzać także nierówny balans między intrygą polityczną a
wątkami związanymi z Mgławicami i potworami – zwłaszcza że te drugie należą do
najciekawszych elementów całej powieści, a miejscami ustępują miejsca dworskim
rozgrywkom. Nie zmienia to jednak faktu, że jak na debiut jest to świat
zaskakująco dojrzały i pełen własnej tożsamości.
Wrona z Madenfal nie próbuje być lekką przygodą ani prostą historią o walce dobra ze złem. To fantasy ciężkie, duszne i momentami brutalne, bardziej zainteresowane rozpadem świata i ludzi niż heroiczną opowieścią o ratowaniu królestwa. Przemek Osowski stworzył debiut, który może nie trafi do każdego odbiorcy, ale jednocześnie pokazuje potencjał autora. Zostawia on po sobie poczucie obcowania z czymś nieco ambitniejszym niż większość współczesnej fantastyki.
[Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi].

Komentarze
Prześlij komentarz